*Nick*
Postanowiłem spotkać się z Jen. Napisałem do niej żebyśmy spotkali się w parku. Po wysłaniu sms ruszyłem w stronę ogrodu. Kiedy tak szedłem wspominałem sobie nasz pierwszy pocałunek. Przechodziłem obok kwiaciarni. Wszedłem tam i kupiłem bukiet z czerwonych róż dla Jennifer. Doszedłem do parku i usiadłem na naszej ławce. Gdy czekałem na moją dziewczynę zauważyłem jak jakaś blondynka idzie w moją stronę. To była Maddie. usiadła obok mnie i zaczęła:
- Cześć kochanie.
- Nie jestem twoim chłopakiem! Odczep się w końcu ode mnie! - krzyknąłem na nią, ale widocznie nie chciała odpuścić. Usiadła obok mnie, wzięła w ręce kwiaty dla Jen i zaczęła się do mnie zbliżać. Pocałowała mnie. Usłyszałem za sobą płacz. To była Jennifer. Szybko za nią pobiegłem. Właśnie przebiegała przez pasy. Krzyczałem aby uważała, bo samochód jedzie. Lecz nie zdążyłem. Wpadła pod samochód, a sprawca uciekł z miejsca wypadku. Zacząłem płakać. Wokół niej było pełno krwi. Wyciągnąłem telefon. Starałem się wybrać numer po pogotowie, ale byłem tak roztrzęsiony, że nie mogłem. W końcu mi się udało. Karetka była po pięciu minutach. Pojechałem razem z nią trzymając cały czas za rękę. Zawieziono ją na salę operacyjną, a mnie kazano czekać na korytarzu. Zawiadomiłem jej rodziców, a potem Hikari, Death i Kaetlyn. Kiedy rodzice Jen przyjechali razem z dziewczynami zaczęli mnie wypytywać:
- Gdzie jest Jennifer?!
- Na sali operacyjnej, tam - wskazałem palcem salę, na której leży Jen, a jej rodzice tam pobiegli.
- Co się stało?! - krzknęła Hikari. Opowiedziałem im wszystko od początku do końca ze szczegółami.
- Jak ona mogła! - krzyknęła Death.
Siedzieliśmy tam bardzo długo. Biel korytarzy mnie dobijała. W końcu nie wytrzymałem i się rozpłakałem. Nagle z sali wyszedł lekarz. Powiedział, że operacja się udała i można wejść do Jennifer. Najpierw weszli jej rodzice. Kiedy już wyszli, ja skorzystałem okazji. Kiedy ją zobaczyłem, rozpłakałem się. Była cała blada, w śpiączce i podpięta do różnych urządzeń. Usiadłem obok niej i nie miałem zamiaru jej opuszczać.
*PIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ*
Szedłem właśnie Jen na salę. Kiedy przechodziłem obok pokoju lekarzy, usłyszałem rozmowę rodziców Jennifer i lekarza. Wsłuchiwałem się w rozmowę, ale niczego strasznego nie usłyszałem. Nagle po ostatnich słowach lekarza prawie zemdlałem.
**********************************************************************************************************
Jest kolejny rozdział. Na pewno jest dłuższy od poprzedniego.
Teraz 4 komy = jutro kolejny rozdział.
Jennifer ;-*
Fajne i smutne :(
OdpowiedzUsuńAle i tak szmaciarz. Normalnie to by można było przesiąść się na inną ławkę itd. albo ją po prostu odepchnąć. Nadal trzeba go nabić na szczotę! A co do tej Maddie to trzeba jej obić ten pysk... I wiem kto to może być (Nie Jennifer ... :D) Happy End xd
OdpowiedzUsuńTo baba nie facet xP Pozwolił by się pocałować nawet obcemu człowiekowi xD
OdpowiedzUsuńDawaj next'a xD! Prawie zemdlał... prawie robi różnicę ;)
OdpowiedzUsuń